Tylko remis

Piłkarze Leśnika mogą czuć niedosyt po meczu z Wielmożą. Zremisowali 1:1 mimo, że cały mecz przeważali, mieli więcej z gry, a ponadto Kiczko nie wykorzystał karnego.

Przed spotkaniem wiadomo było, że łatwo nie będzie. Nie przypadkowo Wielmożanka w 6 meczach zgromadziła 13 punktów i o 3 wyprzedzała nasz zespół. Mimo to od samego początku to Leśnik narzucił swój styl gry, starał się długo utrzymywać przy piłce, zaś Wielmoża grała cofnięta czyhając na kontrę. I właśnie to goście mogli objąć prowadzenie, kiedy w środku boiska doszło do straty piłki i w sytuacji sam na sam więcej szczęścia miał Czajkowski, który w tym meczu wystąpił pierwszy raz w tym sezonie od początku meczu. To była w sumie jedyna konkretna sytuacji Wielmoży w pierwszej połowie. A Leśnik mimo znacznej przewagi w posiadaniu piłki i liczbie podań nie był w stanie pokonać bramkarza rywala. Bramki mogli zdobyć Wróblewski, Ścigaj i Andrzejczyk, jednak do przerwy kibice bramek nie zobaczyli. Po zmianie stron, kilka sekund po wznowieniu to goście mogli wyjść na prowadzenie. Jednak, jak to się mówi „co się odwlecze, to nie uciecze” i w 52 minucie był wynik 0:1. Czajkowski wypiąstkował piłkę po dośrodkowaniu na 16 metr, niestety tam był zawodnik gości, który zagrał do niepilnowanego zawodnika będącego na 5 metrze i ten bez problemu skierował piłkę do bramki. Nie obyło się bez kontrowersji. Napastnik Wielmoży w momencie podania miał przed sobą tylko 1 obrońce Leśnika, a bramkarz leżał bliżej zawodnika podającego i w takiej sytuacji powinien zostać odgwizdany spalony. Jednak sędzia mimo protestów piłkarzy z Gorenic i konsultacji z liniowym decyzji nie zmienił. Po tej bramce Leśnik rzucił się do ataku. I szybko mógł wyrównać. Potem mieliśmy znów kilka kontrowersyjnych sytuacji, z tą różnicą, że po drugiej stronie boiska. Najpierw po jednym ze strzałów piłka trafiła w rękę obrońcę Wielmoży, ale gwizdek sędziego milczał. Chwilę później w polu karnym faulowany był Konrad Kruczek i sędzia znów nakazał grać dalej. I znów trzeba posłużyć się popularnym powiedzeniem, tym razem „do trzech razy sztuka”. Kiedy bramkarz rywala sfaulował Kacpra Wróblewskiego sędzia wskazał na wapno. Do piłki podszedł Eugeniusz Kiczko, jednak po jego strzale piłka trafiła w słupek. Mimo to Leśnik się nie poddał i atakował dalej. W 79 minucie doszło do podwójnej rehabilitacji. Dawid Przybylski, który pod koniec pierwszej połowy zmarnował okazję do dośrodkowania, tym razem dobrze wrzucił piłkę z prawej strony na głowę pechowego egzekutora karnego i było 1:1. Leśnik próbował jeszcze zdobyć drugą bramkę, ale wynik nie uległ zmianie.

Skład: Czajkowski  – Przybylski, Tondos, Kurkowski (k), Lipiński – Ścigaj, Łaskawiec, Kiczko, Kruczek, Wróblewski – Andrzejczyk.
Żółte kartki: Wróblewski, Kruczek, Kiczko, Kurkowski.